“Za grzechy ojca” – drugi tom obejmującej sto lat, wielopokoleniowej sagi zatytułowanej „Kroniki Cliftonów”.


Nowy Jork, rok 1939. Harry Clifton, podający się za Toma Bradshawa, zostaje aresztowany i oskarżony o zabójstwo brata. Przed sądem broni go ceniony adwokat Sefton Jelks, który z nie do końca jasnych powodów zaoferował mu bezpłatnie swoje usługi.

Chociaż zarzut morderstwa zostaje oddalony, sędzia skazuje Harry’ego aż na sześć lat więzienia za dezercję. Harry mógłby dowieść, że jest niewinny, jedynie poprzez wyjawienie swojej prawdziwej tożsamości – ale przecież przysiągł sobie, że nigdy tego nie zrobi, gdyż musi chronić kobietę, którą kocha.

Tymczasem Emma nie wierzy, że Harry zginął na morzu, choć jedynym przemawiającym za tym dowodem jest zapieczętowany list stojący na gzymsie kominka jego matki w Bristolu i zaadresowany jego charakterem pisma.

Zdesperowana kobieta pozostawia w Anglii synka i wyrusza w podróż do Nowego Jorku z mocnym postanowieniem, że zrobi wszystko, aby odnaleźć mężczyznę, którego miała poślubić.

***

Gdyby przyznawano Nagrodę Nobla za sztukę opowiadania, Archer by ją zdobył
Daily Telegraph

Archer jest niesamowitym pisarzem, z powodzeniem zdaje u czytelnika najważniejszy egzamin – wzbudza w nim chęć przewrócenia kartki, by się dowiedzieć, co będzie dalej
The Sunday Times

Jeffrey Archer to jeden z najpopularniejszych obecnie pisarzy na świecie. W 1992 roku otrzymał tytuł szlachecki, zasiadał też jako poseł w Izbie Gmin i w Izbie Lordów. Debiutował powieścią “Co do grosza”, która zyskała popularność w Wielkiej Brytanii. Kolejna, “Kane i Abel”, stała się wielkim bestsellerem. Obie książki zostały sfilmowane. Jego sławę ugruntowały następne powieści i opowiadania: “Córka marnotrawna”, “Stan czwarty”, “Więzień urodzenia”, “Pierwszy między równymi”, “Synowie fortuny”, “Na kocią łapę”, “Sprawa honoru”, “Ścieżki chwały” oraz “Ale to nie wszystko”.
Z jego najnowszego cyklu „Kroniki Cliftonów” ukazały się dotychczas: “Czas pokaże”, “Za grzechy ojca”, “Sekret najpilniej strzeżony”, “Ostrożnie z marzeniami”, “Potężniejszy od miecza”, “W godzinie próby” i “To był człowiek”.

Jeffrey Archer
Za grzechy ojca
cykl: Kroniki Cliftonów tom 2
Przekład: Danuta Sękalska, Wiesław Mleczko
Dom Wydawniczy Rebis
Premiera: 6 listopada 2012
 
 


Bo Ja jestem Pan, Bóg twój, Bóg zazdrosny, karzący nieprawość ojców na synach w trzecim i w czwartym pokoleniu.
Modlitewnik powszechny

HARRY CLIFTON
1939–1941

1

– Nazywam się Harry Clifton.
– Oczywiście. A ja jestem Babe Ruth – powiedział inspektor Kolowski, zapalając papierosa.
– Nie – bronił się Harry. – Nie rozumie pan, zaszła straszna pomyłka. Nazywam się Harry Clifton, jestem Anglikiem z Bristolu. Służyłem na tym samym statku, co Tom Bradshaw.
– Zachowaj tę informację dla swojego adwokata – powiedział inspektor, wypuszczając z głębi płuc chmurę dymu, która wypełniła niewielką celę.
– Nie mam adwokata – zaprotestował Harry.
– Na twoim miejscu, chłopcze, postarałbym się mieć przy sobie Seftona Jelksa, bo w nim twoja jedyna nadzieja.
– Kto to jest Sefton Jelks?
– Może nie słyszałeś nigdy o najbardziej cwanym adwokacie w Nowym Jorku – odparł inspektor, wypuszczając nowy obłok dymu – ale ten facet złoży ci wizytę jutro rano o dziewiątej, a mecenas Jelks nie wychodzi ze swojego biura, jeśli jego rachunek nie został z góry zapłacony.
– Ale… – zaczął Harry, kiedy Kolowski zabębnił pięścią w drzwi celi.
– Zatem kiedy Jelks zjawi się tu jutro rano – ciągnął Kolowski, nie słuchając Harry’ego – to wymyśl jakąś bardziej przekonującą bajeczkę niż to, że aresztowaliśmy niewłaściwego człowieka. Powiedziałeś oficerowi imigracyjnemu, że nazywasz się Tom Bradshaw, i jeśli jemu to wystarczyło, to wystarczy i sędziemu.
Drzwi celi otworzyły się, ale przedtem inspektor zdążył wypuścić jeszcze jeden obłok dymu, przyprawiając Harry’ego o atak kaszlu. Kolowski wyszedł na korytarz, nie dodając już nic więcej, i zatrzasnął za sobą drzwi. Harry opadł ciężko na przymocowaną do ściany pryczę i oparł głowę o poduszkę, twardą jak cegła. Patrzył w sufit i myślał o tym, jak wylądował w policyjnym areszcie na drugim końcu świata, podejrzany o morderstwo.
Drzwi celi otworzyły się, zanim jeszcze światło poranka przeniknęło do środka przez zakratowane okno. Choć było wcześnie, Harry dawno już nie spał.
Do celi wszedł strażnik, niosąc na tacy posiłek, którego Armia Zbawienia nie odważyłaby się zaoferować włóczędze bez grosza. Położył tacę na drewnianym stoliku i wyszedł bez słowa.
Harry spojrzał obojętnie na jedzenie, po czym zaczął przemierzać celę tam i z powrotem. Z każdym krokiem nabierał przekonania, że jak tylko przedstawi panu Jelksowi powód, dla którego zamienił się nazwiskami z Tomem Bradshawem, sprawa zostanie szybko wyjaśniona. Z pewnością najgorszą karą, jaką mogliby mu wymierzyć, byłaby deportacja, a skoro i tak zamierzał wrócić do Anglii i wstąpić do marynarki wojennej, to wszystko pójdzie zgodnie z jego pierwotnym planem.
O ósmej pięćdziesiąt pięć Harry siedział na skraju swojej pryczy, z niecierpliwością czekając na pojawienie się pana Jelksa. Solidne żelazne drzwi otworzyły się dopiero dwanaście minut po dziewiątej. Harry poderwał się, kiedy strażnik, stając z boku, wpuścił do środka wysokiego, elegancko ubranego mężczyznę o przyprószonych siwizną włosach. Harry pomyślał, że musi być mniej więcej w wieku jego dziadka. Mecenas Jelks miał na sobie ciemnogranatowy dwurzędowy garnitur w prążki, białą koszulę i krawat w paski. Wyraz znużenia na twarzy sugerował, że niewiele rzeczy na tym świecie jest w stanie go zadziwić.
– Dzień dobry – powiedział, lekko się uśmiechając. – Nazywam się Sefton Jelks. Jestem głównym wspólnikiem w kancelarii prawnej Jelks, Myers i Albernathy, a moi klienci, państwo Bradshawowie, poprosili mnie, abym pana reprezentował w przyszłym procesie.
Harry zaoferował mu jedyne krzesło, jakie było w celi, zupełnie jakby przyjmował starego przyjaciela, który wpadł do jego gabinetu w Oksfordzie na filiżankę herbaty. Przysiadł na brzegu pryczy i przyglądał się, jak adwokat otwiera teczkę, wyjmuje żółty notatnik i kładzie go na stoliku.
Jelks wyjął pióro z wewnętrznej kieszeni i powiedział:
– Może powinien pan zacząć od powiedzenia mi, kim naprawdę pan jest, gdyż obaj wiemy, że nie jest pan porucznikiem Bradshawem.
Nawet jeśli opowieść Harry’ego zaskoczyła prawnika, to ani trochę tego nie okazał. Z opuszczoną głową robił obszerne notatki w swoim żółtym notesie, podczas gdy Harry wyjaśniał, jak doszło do tego, że ostatnią noc spędził w areszcie. Kiedy doszedł do końca opowieści, był przekonany, że na tym zakończą się jego tarapaty, skoro ma po swojej stronie tak wysokiej klasy prawnika. Tak myślał, dopóki nie usłyszał pierwszego pytania Jelksa.
– Mówi pan, że na pokładzie Kansas Star napisał pan do matki list, wyjaśniając, dlaczego przejął pan tożsamość Toma Bradshawa?
– Zgadza się. Nie chciałem, aby matka niepotrzebnie cierpiała, ale równocześnie pragnąłem, aby zrozumiała, dlaczego podjąłem tak drastyczną decyzję.
– Tak, potrafię zrozumieć, dlaczego mógł pan uznać, że zmiana tożsamości rozwiąże wszystkie pańskie doraźne problemy, nie zdając sobie równocześnie sprawy, że może się pan uwikłać w cały szereg nawet jeszcze bardziej skomplikowanych sytuacji – powiedział Jelks. Jego następne pytanie zaskoczyło Harry’ego jeszcze bardziej. – Czy pamięta pan treść tego listu?
– Oczywiście. Pisałem go na nowo tyle razy, że mógłbym go odtworzyć prawie słowo po słowie.
– Wobec tego pozwolę sobie poddać próbie pańską pamięć – powiedział Jelks i bez dalszych słów wydarł kartkę ze swojego notatnika i podał ją Harry’emu wraz z wiecznym piórem.
Harry potrzebował trochę czasu, aby przypomnieć sobie dokładne brzmienie listu, po czym przystąpił do jego odtworzenia.

Najdroższa mamo,
Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, żebyś dostała ten list, zanim ktoś Ci powie, że zginąłem na morzu.
Jak wskazuje data, nie umarłem, kiedy Devonian został zatopiony czwartego września. Wyłowił mnie z morza marynarz z amerykańskiego statku i dzięki niemu jestem jak najbardziej żywy. Niespodziewanie nadarzyła mi się jednak okazja wcielenia się w inną osobę i skwapliwie z niej skorzystałem w nadziei, że uwolni to Emmę od wielu problemów, jakich mimowolnie przysporzyłem w ciągu lat jej i jej rodzinie.
Ważne, żebyś wiedziała, że moja miłość do Emmy w żadnym razie nie osłabła, absolutnie nie. Nie wierzę, żebym jeszcze kiedyś przeżył tak wielką miłość. Ale nie sądzę, abym miał prawo oczekiwać, by spędziła resztę życia, łudząc się nadzieją, iż w jakimś momencie w przyszłości będę w stanie dowieść, że to Arthur Clifton, a nie Hugo Barrington był moim ojcem. Dzięki temu może przynajmniej ułoży sobie życie z kimś innym. Zazdroszczę temu mężczyźnie.
Zamierzam wrócić do Anglii pierwszym statkiem, jaki się nawinie. Gdybyś otrzymała jakąś wiadomość od Toma Bradshawa, będzie ona ode mnie.
Skontaktuję się z Tobą, jak tylko znajdę się w Bristolu, lecz tymczasem muszę Cię prosić, żebyś dochowała mojego sekretu tak wytrwale, jak strzegłaś swojego przez tyle lat.
Twój kochający syn Harry

Kiedy Jelks skończył czytać list, jeszcze raz zaskoczył Harry’ego.
– Czy wysłał pan ten list osobiście, panie Clifton – zapytał – czy też poprosił pan o to kogoś innego?
Po raz pierwszy Harry zaczął coś podejrzewać i postanowił nie wspomnieć, że poprosił doktora Wallace’a o przekazanie listu matce, kiedy za dwa tygodnie wróci do Bristolu. Obawiał się, że Jelks każe sobie przekazać list, a wtedy matka w żaden sposób nie dowie się, że on wciąż żyje.
– Nadałem list, gdy tylko zszedłem na ląd – powiedział.
Leciwy prawnik milczał przez chwilę, zanim zadał następne pytanie:
– Czy ma pan jakiś dowód na to, że jest pan Harrym Cliftonem, a nie Thomasem Bradshawem?
– Nie, nie mam – odparł Harry bez wahania, zdając sobie boleśnie sprawę, że nikt na pokładzie Kansas Star nie miał powodu sądzić, że nie jest Tomem radshawem, a jedyni ludzie, którzy mogliby potwierdzić jego słowa, znajdują się po drugiej stronie oceanu, trzy tysiące mil stąd, i wkrótce wszyscy oni zostaną powiadomieni, że Harry Clifton został pochowany na morzu.
– W takim razie być może będę mógł panu pomóc. To znaczy jeżeli nadal chce pan, aby panna Emma Barrington sądziła, że pan nie żyje. Jeśli tak jest – powiedział Jelks z nieszczerym uśmiechem na twarzy – to mogę zaproponować panu sposób na rozwiązanie pańskiego problemu.
– Rozwiązanie? – zapytał Harry, po raz pierwszy z pewną nadzieją.
– Ale pod warunkiem, że pozostanie pan przy tożsamości Thomasa Bradshawa.
Harry zamilkł.
– Prokurator okręgowy przyznaje, że oskarżenie przeciwko Bradshawowi w najlepszym razie opiera się na poszlakach, a jedyny realny dowód, jakiego kurczowo się trzymają, to fakt, że opuścił kraj następnego dnia po tym, jak popełnione zostało morderstwo. Zdając sobie sprawę, że materiał dowodowy jest słaby, zgodzili się wycofać oskarżenie o morderstwo, jeśli przyznałby się pan do popełnienia przestępstwa mniej poważnego, dezercji ze służby w siłach zbrojnych.
– Ale dlaczego miałbym się na to zgodzić? – zapytał Harry.
– Mogę panu podać trzy dobre powody – odparł Jelks. – Po pierwsze, jeśli pan tego nie zrobi, to prawdopodobnie spędzi pan w więzieniu sześć lat za przedostanie się na terytorium Stanów Zjednoczonych podstępem. Po drugie, zachowałby pan anonimowość, dzięki czemu rodzina Barringtonów nie miałaby powodu sądzić, że pan wciąż żyje. I po trzecie, Bradshawowie gotowi są zapłacić panu dziesięć tysięcy dolarów, jeśli wejdzie pan w rolę ich syna.
Harry od razu pomyślał sobie, że oto nadarza się okazja odwdzięczenia się matce za wszystkie te lata poświęceń dla niego. Tak wielka suma pieniędzy odmieniłaby jej życie, pozwoliłaby jej uciec z lichego domku na ulicy Gorzelniczej, w tym od comiesięcznej wizyty poborcy czynszu. Mogłaby nawet rzucić pracę kelnerki w Grand Hotelu i wreszcie zacząć żyć wygodniej, choć to wydało się Harry’emu raczej mało prawdopodobne. Zanim jednak zgodził się przyjąć plan Jelksa, sam też miał parę pytań.
– Ale po co Bradshawowie mieliby pójść na takie oszustwo, skoro już wiedzą, że ich syn zginął na morzu?
– Pani Bradshaw gotowa jest zrobić wszystko, aby tylko oczyścić imię Thomasa. Nigdy nie pogodzi się z myślą, że jeden z jej synów mógł zabić drugiego.
– Czy o to właśnie oskarżono Toma? O zamordowanie brata?
– Tak. Ale jak powiedziałem, materiał dowodowy jest wątły, ma charakter poszlakowy, i z pewnością nie przekonałby sądu, z którego to powodu prokurator gotów jest wycofać oskarżenie, jednak tylko wtedy, gdy nie odrzucimy mniej poważnego zarzutu dezercji.
– A jaki dostałbym wyrok, gdybym na to przystał?
– Prokurator zgodził się zasugerować sędziemu wyrok jednego roku, więc w przypadku dobrego sprawowania wyszedłby pan na wolność po sześciu miesiącach. O ile to korzystniejsze w porównaniu z sześcioma latami odsiadki, jeśli będzie się pan upierał, że jest Harrym Cliftonem.
– Ale jak tylko pojawię się na sali rozpraw, z pewnością zaraz ktoś się zorientuje, że nie jestem Tomem Bradshawem.
– Mało prawdopodobne – odparł Jelks. – Bradshawowie pochodzą z Seattle na Zachodnim Wybrzeżu i choć są zamożni, rzadko bywają w Nowym Jorku. Thomas wstąpił do marynarki wojennej w wieku siedemnastu lat i – jak przekonał się pan na własnej skórze – przez ostatnie cztery lata nie postawił nogi w Ameryce. Jeśli przyzna się pan do winy, rozprawa nie potrwa dłużej niż dwadzieścia minut.
– Ale kiedy otworzę usta, to czy nie stanie się oczywiste, że nie jestem Amerykaninem?
– Dlatego wcale nie będzie pan ich otwierał, panie Clifton.
Uprzejmy adwokat wydawał się mieć odpowiedź na każdą wątpliwość. Harry spróbował jeszcze inaczej podważyć jego argumentację.
– W Anglii sprawy o zabójstwo przyciągają zawsze tłumy reporterów, a publika ustawia się w kolejce do sali rozpraw już od rana w nadziei ujrzenia, choćby przez moment, oskarżonego.
– Proszę pana, w tej chwili w Nowym Jorku toczy się czternaście procesów o morderstwo, w tym rozprawa osławionego „zabójcy z nożyczkami”. Wątpię, czy do tej sprawy oddelegowany zostanie choćby nawet jakiś początkujący reporter.
– Potrzebuję trochę czasu, żeby to przemyśleć.
Jelks spojrzał na zegarek.
– Mamy stawić się przed sędzią Atkinsem w południe, ma pan więc nieco ponad godzinę. – Przywołał strażnika, aby otworzył mu drzwi. – Jeśli postanowi pan nie skorzystać z moich usług, to życzę powodzenia, bo więcej się nie zobaczymy – dodał, wychodząc z celi.
Harry siedział na skraju pryczy i zastanawiał się nad ofertą Seftona Jelksa. Choć nie wątpił, że srebrnowłosy adwokat ma jakiś sobie tylko znany plan, to przecież sześć miesięcy brzmi o wiele lepiej niż sześć lat, i do kogo innego mógłby się zwrócić, jak nie do tego wytrawnego prawnika? Szkoda, że nie może wpaść na chwilę do biura sir Waltera Barringtona, aby się go poradzić.
Godzinę później Harry, w ciemnoniebieskim garniturze, kremowej koszuli z wykrochmalonym kołnierzykiem i krawacie w paski, został skuty, wyprowadzony z celi do więziennego furgonu i przewieziony pod strażą do budynku sądu.
– Nikt nie powinien nawet pomyśleć, że jest pan zdolny do morderstwa – oświadczył Jelks po wizycie krawca, który przyniósł Harry’emu do wyboru pół tuzina garniturów, koszule i bogaty asortyment krawatów.
– Bo nie jestem – przypomniał mu Harry.
Spotkał się ponownie z Jelksem na korytarzu. Adwokat przesłał Harry’emu znany mu już uśmieszek, pchnął wahadłowe drzwi, ruszył przejściem między rzędami ław dla publiczności i zatrzymał się dopiero przy dwóch wolnych krzesłach za stołem przeznaczonym dla obrońcy.
Kiedy Harry usadowił się już na swoim miejscu i zdjęto mu kajdanki, rozejrzał się po prawie zupełnie pustej sali. Jelks miał rację. Wyglądało na to, że niewielu obywateli, a już z pewnością nie przedstawiciele prasy, zainteresowało się tą rozprawą. Dla gazet było to najpewniej jeszcze jedno morderstwo w rodzinie, sprawa, która prawdopodobnie zakończy się uniewinnieniem; nie będzie nagłówków w rodzaju „Kain zabija Abla”, gdyż w sali rozpraw numer cztery nie są rozpatrywane sprawy, które mogą prowadzić na krzesło elektryczne.
Kiedy rozległo się pierwsze uderzenie zegara zapowiadającego południe, po przeciwnej stronie sali otworzyły się drzwi i ukazał się w nich sędzia Atkins. Wolnym krokiem przeszedł przez salę, wspiął się po schodkach i zasiadł za stołem na podeście. Następnie skinął głową w kierunku prokuratora, jakby wiedział już, co ten zaraz powie.
Młody prawnik powstał z miejsca przy stole prokuratorskim i wyjaśnił, że państwo wycofa oskarżenie o zabójstwo, ale będzie ścigać Toma Bradshawa pod zarzutem dezercji z marynarki Stanów Zjednoczonych. Sędzia skinął głową i odwrócił się ku mecenasowi Jelksowi, który również powstał.
– A co do drugiego zarzutu, jaka jest odpowiedź pańskiego klienta?
– Winien – powiedział Jelks. – Mam nadzieję, że w tej kwestii Wysoki Sąd okaże pobłażliwość, gdyż nie muszę przypominać Wysokiemu Sądowi, że jest to jego pierwsze przewinienie i do momentu tego niepasującego do niego potknięcia cieszył się nieposzlakowaną opinią.
Sędzia Atkins skrzywił się.
– Panie mecenasie – powiedział – niektórzy mogą jednak uważać, że opuszczenie przez oficera posterunku w czasie służby dla kraju jest czynem równie haniebnym jak zabójstwo. Chyba nie muszę panu przypominać, że jeszcze nie tak dawno takie przestępstwo zaprowadziłoby pańskiego klienta przed pluton egzekucyjny.
Harry poczuł mdłości, wpatrując się w Jelksa, który nie odrywał oczu od sędziego.
– Mając to na uwadze, skazuję porucznika Thomasa Bradshawa na karę sześciu lat więzienia. – Sędzia uderzył młotkiem w stół i ogłosił: – Następna sprawa – zanim Harry miał szansę zaprotestować.
– Powiedział mi pan… – zaczął Harry, ale Jelks już się odwrócił plecami i oddalał od swojego byłego klienta. Harry chciał się za nim rzucić, ale dwóch strażników złapało go za ramiona, wykręciło je do tyłu i sprawnie skuło kajdankami, po czym poprowadziło skazanego już przestępcę przez salę sądową ku drzwiom, których Harry wcześniej nie zauważył.


O nas        Sklep        Galeria        FAQ        Kontakt        Instagram