“Szczęście w San Miniato” to ostatni tom trylogii opowiadający o losach czterech sióstr i czterech braci. Bohaterowie są albo świadkami, albo uczestnikami niemal wszystkich najważniejszych wydarzeń politycznych oraz przemian obyczajowych lat trzydziestych XX wieku.


Szczęście w San MiniatoNa tarasie swojego domu w San Miniato w Toskanii narrator snuje wspomnienia o czterech siostrach O’Shaughnessy i czterech braciach Romero. Przygody ich rodziców, dziadków, pradziadków z czasów urody życia i narodzin współczesnego świata opisane zostały w “Wieczornym wietrze”.
Opowieść o ich dzieciństwie i młodości, przypadających na czasy wielkiego kryzysu gospodarczego i dochodzenia do władzy faszyzmu, stanowią treść tomu “Mężczyźni za nią szaleją”. Czytelnikowi gorąco polecamy, by zajrzał do obu tych książek.

Oto ostatni tom trylogii opowiadający o losach czterech sióstr i czterech braci.

W Moskwie zjawia się Ribbentrop, żeby podpisać pakt z Mołotowem. Druga wojna światowa wisi w powietrzu. Pandora, blisko związana z Winstonem Churchillem, cierpi po śmierci Jessiki. Vanessa ślepo kocha się w Rudolfie Hessie i siłą trzeba ją wywieźć z Niemiec.

Bohaterowie są albo świadkami, albo uczestnikami niemal wszystkich najważniejszych wydarzeń politycznych oraz przemian obyczajowych tego okresu. Ich życie osobiste jest równie burzliwe co czasy, w których przyszło im żyć.

D’Ormesson – jeden z najznakomitszych francuskich pisarzy – po mistrzowsku balansuje na granicy fikcji i prawdy, stwarzając doskonałe złudzenie, że wszystko, co opisuje, wydarzyło się naprawdę. Daje coś niezwykłego: tajemnicze ciepło i nostalgię, połączone z subtelnym poczuciem humoru.

Wiem, wiem. Dla ludzi, którym tak jak mnie i wam przypadło w udziale monotonne i nieraz trudne życie, jest coś irytującego w tym, że wszędzie, gdzie się coś dzieje, spotyka się siostry O’Shaughnessy. Można by im zarzucić nie tylko niefrasobliwe podejście do cierpień ludzkości i przeżywanie jej dramatów z uśmiechem na ustach, ale też to, że nawet podczas najokrutniejszych tragedii wygodnie usadowione na proscenium, zdobne we wszelkie znane nam już dary i powaby zbierały oklaski u boku ludzi, którzy odcisnęli swe piętno na całym stuleciu. Jest w tych zarzutach trochę prawdy. Życie nie potraktowało czterech sióstr wcale łaskawiej niż resztę śmiertelników, lecz posiadały one niezrównaną umiejętność przeobrażania go.

Jean d’Ormesson
Szczęście w San Miniato
Przekład: Joanna Polachowska
Wydawnictwo Marginesy
Premiera: 5 kwietnia 2017
 

1929
24 X Czarny Czwartek na Wall Street. Początek wielkiego kryzysu
1933
30 I Hitler zostaje kanclerzem Niemiec
1934
30 VI „Noc długich noży”. Masakra SA w Bad Wiessee
1935
X Wybuch wojny w Etiopii
1936
7 III Zajęcie Nadrenii
IV–V Zwycięstwo Frontu Ludowego we Francji
VI Léon Blum zostaje przewodniczącym Rady Ministrów
VII Wybuch wojny domowej w Hiszpanii
1938
III Zajęcie Wiednia i Austrii. Anschluss
IX Kryzys sudecki
30 IX Porozumienie w Monachium
1939
26 I Upadek Barcelony
15 III Zajęcie Pragi
1 IV Zakończenie wojny domowej w Hiszpanii
23 VIII Pakt Ribbentrop–Mołotow
1 IX Napaść na Polskę
3 IX Anglia i Francja wypowiadają wojnę Niemcom
1940
10 V Najazd na Belgię i Holandię
14 VI Upadek Paryża
18 VI Apel generała de Gaulle’a
25 VI Zakończenie działań wojennych we Francji
10 VII Zgromadzenie Narodowe obradujące w Vichy przekazuje całą władzę w ręce Pétaina
VII–X Bitwa o Anglię
1941
II Rommel w Libii
10 V Rudolf Hess w Szkocji
22 VI Operacja Barbarossa. Napaść na Związek Radziecki. Zniknięcie Stalina
3 VII Przemówienie Stalina
7 XII Pearl Harbor
1942
15 II Kapitulacja Singapuru
VII Rommel pod El-Alamejn
VIII Niemcy na Kaukazie,
100 km od Morza Kaspijskiego
20 X Bunt generała Massu
1943
I Konferencja w Casablance
II Kapitulacja pod Stalingradem
18 IV Śmierć admirała Yamamoto
10 VII Lądowanie aliantów na Sycylii
1944
6 VI Lądowanie w Normandii
25 VIII Wyzwolenie Paryża
1945
13–14 II Bombardowanie Drezna
23 IV Armia Czerwona wkracza do Berlina
27 IV Mussolini rozstrzelany i powieszony
30 IV Hitler popełnia samobójstwo
7 V Kapitulacja niemiecka w Reims
2 VII Zwycięstwo laburzystów w Anglii
6 VIII Zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę
15 VIII Przemowa cesarza Hirohito
2 IX Kapitulacja Japonii na pokładzie „Missouri”
20 XI Rozpoczęcie procesu w Norymberdze
1946
20 I Dymisja generała de Gaulle’a
4 VI Perón prezydentem
1 X Rudolf Hess skazany na dożywocie. Franz von Papen uniewinniony
16 X Joachim von Ribbentrop zostaje powieszony
1953
5 III Śmierć Stalina
1956
II XX Zjazd Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Referat Chruszczowa
1958
13 V Powstanie w Algierze
1 VI Zaprzysiężenie generała de Gaulle’a na premiera w Zgromadzeniu Narodowym

Bieg historii

Na tarasie swojego domu w San Miniato w Toskanii narrator snuje wspomnienia o czterech siostrach O’Shaughnessy i czterech braciach Romero. Przygody ich rodziców, dziadków, pradziadków z czasów urody życia i narodzin współczesnego świata opisane zostały w “Wieczornym wietrze”.
Opowieść o ich dzieciństwie i młodości, przypadających na czasy wielkiego kryzysu gospodarczego i dochodzenia do władzy faszyzmu, stanowią treść tomu “Mężczyźni za nią szaleją”. Czytelnikowi gorąco polecamy, by zajrzał do obu tych książek.

Tym, którzy z tych czy innych powodów nie zechcą tego zrobić, wystarczy wiedzieć, że siostry mają na imię Pandora, Atalanta, Vanessa i Jessica. Różnie potoczyły się ich losy, zdążyły też przeżyć wiele różnych namiętności. Najstarsza z nich, a być może również najpiękniejsza, Pandora, blisko związana z Winstonem Churchillem, zaprzyjaźniona z Ernestem Hemingwayem, ma syna, którego ojcem jest Scott Fitzgerald. Vanessa kocha się w Rudolfie Hessie, zastępcy Hitlera. Najmłodsza, Jessica, zmarła w ostatnich dniach oblężenia Barcelony pod koniec hiszpańskiej wojny domowej. Atalanta, przynajmniej z pozoru, jest jedyną z sióstr, której konta nie obciążają żadne skandale.
Najstarszy z braci Romero ma na imię Carlos. Ukończył Cambridge i jest lewicowcem. Jego młodszy brat Agustín jest sławnym kierowcą wyścigowym oraz sympatykiem faszyzmu. Jest jeszcze dwóch bliźniaków: Luis Miguel i Javier. A także ich wuj, Mulat, mężczyzna o niepokojącym uroku i zdeklarowany uwodziciel, który we wczesnej młodości – i coś z tego przetrwało w nim do dziś – brał udział w rewolucji meksykańskiej: Simon Finkelstein.
Kurtyna trzeciego tomu idzie w górę w przeddzień wybuchu drugiej wojny światowej.

1
Godzina próby

W ostatnich dniach sierpnia 1939 roku w Carlosa Romerę jak grom z jasnego nieba trafiła wieść o pakcie Ribbentrop–Mołotow. Mimo narastającej w nim nieufności wobec Kremla, mimo zarzutów, jakie prywatnie, a bywało, że i publicznie wysuwał pod adresem polityki Stalina, weteran Brygad Międzynarodowych utrzymywał dość zażyłe stosunki z radzieckimi przywódcami. Nadal był związany z kolebką komunizmu. Regularnie odwiedzał Moskwę, zaprzyjaźnił się też z towarzyszem Maksymem Maksymowiczem Litwinowem, który w czasie wojny domowej w Hiszpanii był szefem radzieckiej dyplomacji. Zastąpienie Litwinowa Mołotowem wiosną 1939 roku zaniepokoiło Carlosa.
– Co to może znaczyć? – pytał swego przyjaciela Victora Serge’a.
– Co to może znaczyć? – odpowiadał Victor Serge. – To proste: już po was.
Victor Serge był rosyjskim komunistą. Niedawno ukończył książkę, która miała narobić sporo szumu w środowiskach lewicowych i lewackich. Nosiła ona piękny tytuł: Północ stulecia. Na długo przed Koestlerem i Krawczenką, przed Souvarine’em i Sołżenicynem Victor Serge odmalowywał w niej życie w stalinowskiej Rosji i poddawał analizie polityczne i psychologiczne mechanizmy, które uczyniły z donosu narzędzie władzy i doprowadziły do deportacji setek tysięcy, a nawet milionów Rosjan, do masowego tworzenia obozów pracy oraz tego, że naród godził się z ich istnieniem. Były to czasy Gide’a, Jules’a Romains’a, Martina du Garda, Claudela, Valéry’ego. Francja była krajem radykalno-socjalistycznej demokracji, cudownie cywilizowanym, dochodzącym do siebie po kolejnych, tak odmiennych wstrząsach jak wydarzenia z 6 lutego 1934 roku i Front Ludowy. Roztaczała wokół siebie blask słabości. Jarzyła się tysiącem ogni cudownej, trochę jeszcze niepewnej dekadencji. Nad Zachodem, a co za tym idzie nad całym światem, rozciągał się cień Adolfa Hitlera, który nazywał Paryż lunaparkiem Europy. Prawdę mówiąc, Francuzi nie mieli ani czasu, ani ochoty, by poważniej zainteresować się tym, co dzieje się gdzieś tam daleko, na Uralu czy na Syberii. Bogaci zazdrośnie strzegli swoich przyjemności i pieniędzy, a biedni marzyli, żeby im je odebrać. Jednym i drugim nie przeszkadzało to jednak oddawać się tym igraszkom duchowym, które zawsze z takim upodobaniem uprawiali. Giraudoux pisał Wojny trojańskiej nie będzie. Lewica podburzała do strajku w fabrykach broni. Prawica w cichości ducha żywiła nieco wstydliwy podziw dla narodowego socjalizmu. W tym samym czasie, kiedy Victor Serge, komunista i Rosjanin, odmalowywał zatrważający wizerunek Stalina, we Francji nie zabrakło mieszczuchów – bynajmniej nie komunistów – splatających laurowe wieńce dla Ojczulka Narodu.
Siedzieliśmy we czwórkę na tarasie kawiarni na rue Soufflot. Wcześniej przez kilka tygodni padało. Nagle nastała piękna pogoda i ludzie wylegli na ulice, by radować się wiosną, powrotem słońca i łagodną aurą. Przy sąsiednim stoliku siedział jakiś mocno zezujący jegomość.
– To Jean-Paul Sartre – powiedział Carlos.
Sartre napisał niedawno zbiór opowiadań, który odniósł spory sukces, zatytułowany Mur. Występowali w nim komuniści, anarchiści, dziwki i młodzi faszyści. Agustín – który niedawno odniósł kolejne zwycięstwo w wyścigu o Grand Prix Monako – nienawidził Stalina, Kominternu i komunizmu, toteż z satysfakcją przysłuchiwał się atakom Victora Serge’ a na stalinowski reżim.
– Co się tak cieszysz – powiedział Carlos do brata. – Victor piętnuje Stalina, ale piętnuje również faszystów, wobec których jesteś taki tolerancyjny. Nie wyobrażaj sobie, że znalazłeś sojusznika.
– Nic sobie nie wyobrażam – odrzekł Agustín. – Stwierdzam tylko, że ludzie z GPU i agenci stalinowscy uważają Victora i jego przyjaciół za faszystów lub popleczników faszystów. Victor, przecież oskarżano pana o konszachty, a przynajmniej o sympatyzowanie z faszyzmem? Chyba o tym pan przed chwilą mówił, prawda?
– Prawda – powiedział Victor. – Prawda i nieprawda. To prawda, że oskarżano nas o kontakty z faszyzmem. Co, oczywiście, było nieprawdą. I oni dobrze o tym wiedzieli. Ale trzeba przecież było służyć Wodzowi, starać mu się przypodobać, słuchać jego poleceń… Czyżby – dorzucił pod adresem Agustína – ten kult dla władzy, to posłuszeństwo wobec Wodza z niczym się nie kojarzyło?
– No proszę! – zaśmiał się Agustín. – Tym sposobem ze Stalina robi się faszysta.
– Kto wie? Kto wie – odpowiedział Victor.
W swojej książce, tak jak nam teraz, Victor Serge opowiadał o rzeczach włos na głowie jeżących. Rosję oplatała sieć donosicielstwa oraz represji wobec najdrobniejszych nawet przejawów niezależności ducha. Niepraworządnych, krnąbrnych, tych, którzy odrzucali obowiązującą linię i odgórne nakazy, tracono lub zsyłano do obozów pracy i reedukacji, gdzie panowały zupełnie niewyobrażalne warunki życia. Spoza opowieści Victora przezierały setki, tysiące, setki tysięcy wygłodniałych i wychudzonych zjaw, chorych, maltretowanych i zaszczutych wskutek bezlitosnych przesłuchań i nieludzkiego traktowania.
– A co z rewolucją? – chciał wiedzieć Carlos Romero.
– Twierdzą, że trwa – odrzekł Victor Serge – ale zakończyli ją na sobie samych. My chcielibyśmy ją kontynuować, chcielibyśmy, żeby była ciągła. Za to właśnie nas nienawidzą i obciążają winą za wszelkie zło.
– Może wydaje im się – podpowiedział Carlos – że już tylko Stalin może uratować to, czym dziś stała się ojczyzna komunizmu?
– To bardzo mocny argument – zgodził się Victor. – Generalnie tego typu rozumowanie najlepiej tłumaczy zeznania oskarżonych w procesach moskiewskich. Oczywiście, swoje też zrobiły bicie, głód, zmęczenie, wyczerpanie, środki odurzające, szantażowanie rodzin… Lecz wielką, niewykluczone, że zasadniczą, rolę odgrywa w tym wszystkim przyszłość komunizmu. Jesteśmy za komunizmem, a dopiero potem przeciwko Stalinowi. To są sprawy, które wam tutaj, zachodnim demokratom, różnej maści liberałom chyba dość trudno zrozumieć.
– Jest pan trockistą? – zapytał Agustín.
– Cóż, jeśli wzorem tamtym wierzy pan, że jesteśmy faszystami, równie dobrze może pan uwierzyć we wszystko – powiedział Victor Serge. – Jeśli jednak uważa nas pan za trockistów, niech pan tego, broń Boże, nie powie głośno w Moskwie. Tutaj to, że ktoś jest trockistą, nikogo ani ziębi, ani grzeje. Ale bycie trockistą tam oznacza pewną śmierć.
Zdaniem Victora Serge’a Litwinow był raczej przychylnie nastawiony do zachodnich demokracji i ich walki z nazizmem. Litwinow, Żyd z pochodzenia, żonaty z Angielką, były ambasador radziecki w Londynie, na Zachodzie stawiał głównie na postępowy odłam skrajnej lewicy i przyjaźnił się z Carlosem, którego poznał w Londynie. Mołotow natomiast wrzucał kapitalizm i nazizm do jednego worka. Carlosa Romerę to oburzało.
– Trzeba przyznać, że tchórzostwo demokracji nie pozostawia Stalinowi wielkiego wyboru – ciągnął Victor Serge. – Trudno podejrzewać mnie o sympatię dla niego czy wyrozumiałość dla jego polityki. Lecz co on waszym zdaniem powinien zrobić? Ubiegłoroczne Monachium oznaczało kapitulację, za którą nam wszystkim przyjdzie drogo zapłacić. Stalin jest realistą. Skoro jesteście tacy słabi, niby czemu, na Boga miałby szukać z wami sojuszu?
– To chciałby pan, aby doszło do konfrontacji Francji z Niemcami po to tylko, żeby komunizm na tym skorzystał? – wszedł mu w słowo Agustín, zirytowany, że rozmowa przybiera obrót nie bardzo po jego myśli.
– Chciałbym przede wszystkim – odparł Victor Serge – żeby liberalne demokracje dogadały się ze Związkiem Radzieckim celem wspólnego zrobienia tego, co mogły były bez większego trudu zrobić, a czego nie zrobiły ku zdumieniu, jak przypuszczam, głównego zainteresowanego: a mianowicie nie dopuściły do przejęcia władzy w Niemczech przez Hitlera.
Kilka tygodni później w Plessis-lez-Vaudreuil, dokąd mój dziadek zaprosił go na drugą połowę sierpnia – „Czyżby ten twój przyjaciel wyznawał tak zwane postępowe poglądy? – Obawiam się, dziadku, że tak. – Nic nie szkodzi, nic nie szkodzi. To przyzwoity chłopak” – zdruzgotany Carlos dowiedział się z gazet, że Mołotow i Ribbentrop podpisali w Moskwie pakt o nieagresji.

Dwudziestego trzeciego sierpnia Ribbentrop przyleciał do Moskwy. Za sterami czterosilnikowego condora zasiadał osobisty pilot Hitlera, Hans Bauer. W Paryżu na wieść o tym, że Ribbentrop znalazł się w Moskwie, gdzie zamierza obejrzeć w teatrze Bolszoj Jezioro łabędzie, przewodniczący Rady Ministrów Daladier dzwoni do Georges’a Bonneta, ministra spraw zagranicznych z poleceniem:
– Proszę sprawdzić, czy to nie jakiś dziennikarski wygłup.
To nie wygłup. Na Kremlu Stalin wznosi toast:
– Wiemy, jak naród niemiecki kocha swojego Führera. Proponuję, byśmy wypili za jego zdrowie.

Z cygarem przyklejonym do ust i swą facjatą buldoga Winston Churchill przyjechał do swoich przyjaciół O’Shaughnessych, by zażyć u nich w upalne dni lata kilkudniowego wypoczynku. Lubił spokój Glangowness i był przywiązany do mieszkańców tego starego, tak przesadnie odrestaurowanego zamku. Odbywali z Brianem powolne przechadzki wokół rezydencji, wspominając odeszły w przeszłość świat: bitwę pod Omdurmanem pod wodzą Kitchenera, wspólne przygody w Afryce Południowej, cierpienia i straty w walkach o Dardanele i Gallipoli. Podczas tych spacerów często mu towarzyszyłem, rozmawiając o siostrach O’Shaughnessy; od czasu do czasu, mamrocząc coś pod nosem, nagle przystawał lub – podobnie jak mój dziadek w alejach Plessis-lez-Vaudreuil – ostrzem laski wyrywał chwast. Kiedy warunkowe odroczenie końca epoki pięknego życia wreszcie się skończyło, Pandora, Atalanta i Vanessa przebywały w Glangowness. Dostawałem od nich – zwłaszcza od Pandory – wiele listów; odczytywałem je Carlosowi, a potem wkładałem do wielkiej niebieskiej aktówki z wypisanym czerwonym atramentem imieniem Pandory. Do dziś przechowuję je w moim ocalałym z tylu burz kuferku, pospołu z wieloma innymi spoczywającymi w uśpieniu pamiątkami po tych minionych latach. Długi, niedatowany list od Pandory z całą pewnością został napisany w Glangowness w ostatnich dniach sierpnia 1939 roku.

Najmilszy, jest okropny upał, a ja wspominam Kalifornię. Pamiętasz jeszcze Ogród Allaha i ten zabawny basen w kształcie Morza Czarnego? Ty i ja wspólnie przebyliśmy szmat czasu i przestrzeni. Może dlatego – dlatego lub z innego powodu – tak mi Ciebie brakuje i tyle o Tobie myślę. W Glangowness z nikim się nie widuję, nie licząc rodziców, sióstr, pastora i jego córki, farmerów i ich żon oraz Winstona Churchilla, który zjeżdża tu jak do wód, by podreperować zdrowie, i złości się, i pali cygara, i odbywa sjesty. Francis ma się dobrze. Rośnie. Niedługo skończy pięć lat. Już teraz zastanawiam się, co będzie robił in the fifthies, in the sixties – za piętnaście, za dwadzieścia pięć lat. Papa z wielką oględnością zadał mi pytanie, czy nie cierpi z powodu braku mężczyzn w swoim najbliższym otoczeniu. Na co odpowiedziałam, że z tego powodu cierpieć może tylko jego matka. Czy wiesz, że od śmierci Jessiki obywam się zupełnie bez mężczyzn? Barcelona wydaje mi się taka daleka, tak bardzo daleka – ale Jessica bardzo bliska. Nieraz wyobrażam sobie, że za chwilę przede mną stanie i ujmując twarz w dłonie, swoim zwyczajem bez słowa się rozpłacze. Na razie płaczę ja, bo Jessiki już nie ma. Och, Jean, straciliśmy wszystko, co mieliśmy najlepszego. Co bez niej poczniemy, bez Jessiki, z nas wszystkich najczystszej, najbardziej autentycznej, najszlachetniejszej? Czuję się taka samotna, kochanie. Oczywiście, sama jestem temu winna. Pamiętam, jak kiedyś powiedziałeś mi, że nie jestem stworzona do szczęścia. W takim razie do czego jestem stworzona? Tak bardzo chciałabym się z Tobą zobaczyć, znów wybrać się razem na jakieś wyspy, powłóczyć po lasach, po długich, piaszczystych plażach czy po tych miasteczkach na prowincji, po których wędrowaliśmy kiedyś wspólnie, z dala od wszystkich i wszystkiego. Wiem, że jestem okropna: przecież może Ty wcale byś już tego nie chciał.
Jedynym mężczyzną poświęcającym mi jeszcze trochę uwagi, jest wujaszek Winston. Ale jest tak przejęty zbliżeniem między Stalinem i Hitlerem, że nawet on mnie zaniedbuje. Mówi, że teraz to już na pewno będzie wojna i że okryliśmy się hańbą w zamian za nic. Mówi, że gdybyśmy oparli się Hitlerowi w trzydziestym czwartym, w trzydziestym piątym, w trzydziestym szóstym i może nawet jeszcze w trzydziestym siódmym roku, uratowalibyśmy i honor, i kraj. A tak, ustępując w trzydziestym ósmym, ustępując w trzydziestym dziewiątym roku, jedno i drugie straciliśmy. Ma okropny żal do ludzi, którzy nie kiwnęli palcem, by udaremnić poczynania Hitlera. Wydaje mi się, że on nienawidzi Stalina na równi z Hitlerem. Mówi, że to nie dziwota patrzeć, jak tych dwóch obcałowuje się i rozumie jak łyse konie. Nam na pohybel. Mówi też, że czeka nas największa wojna wszech czasów i naszą jedyną szansą jest odpowiednio się do niej przygotować. Że Hitler miał całe sześć lat na przekształcenie swojego zrujnowanego kraju w ekspansjonistyczne mocarstwo. Nam zaś zostało kilka miesięcy, może nawet tylko kilka tygodni na przejście od gnuśności dobrobytu do rozbudzenia w sobie ducha oporu. Jeśli tego nie zrobimy, Hitler odniesie sukces tam, gdzie wasz Napoleon – dzięki nam – poniósł klęskę.


O nas        Sklep        Galeria        FAQ        Kontakt        Instagram