Królowa Elżbieta II stroni od wywiadów, pilnie strzeże swojej prywatności. Tylko tak rzetelny dziennikarz i wytrawny komentator polityczny jak Andrew Marr mógł napisać równie precyzyjną faktograficznie, analityczną politycznie i wyjątkowo ciekawą opowieść o swojej prawdziwej królowej.


Od dzieciństwa wiedziała, że zasiądzie na tronie. W czasie wojny została kierowcą i mechanikiem i dosłużyła się stopnia kapitana. Jako dwudziestojednolatka, ku niezadowoleniu rodziców, wyszła za mąż za ubogiego kuzyna, księcia Filipa, urodziła dwójkę dzieci, a w wieku 27 lat wstąpiła na tron.

Obecnie jest najstarszym w historii brytyjskim monarchą. Nie zamierza abdykować, kocha swoje obowiązki i bycie królową.

Choć nie ma realnego wpływu na rządy, jest uważnie słuchanym doradcą kolejnych premierów, symbolem ciągłości i jedności Wspólnoty Brytyjskiej. Mimo że utrzymanie tronu kosztuje poddanych 40 milionów funtów rocznie, cieszy się szacunkiem i sympatią. Ogromna większość Brytyjczyków z przekonaniem śpiewa hymn: „Boże chroń królową”.

O jej życiu opowiada serial “The Crown” emitowany w Netflixie, który otrzymał dwa Złote Globy, w tym statuetkę dla odtwórczyni głównej roli.

Andrew William Stevenson Marr (ur. 1959) – brytyjski dziennikarz, prezenter telewizyjny, pisarz i autor filmów dokumentalnych – w latach 1996–1998 był redaktorem naczelnym dziennika „The Independent”, a od 2000 roku szefem działu politycznego BBC; od 2005 roku prowadzi flagowy niedzielny magazyn polityczny zatytułowany “The Andrew Marr Show” emitowany na antenie BBC One.

Andrew Marr
Prawdziwa Królowa. Elżbieta II, jakiej nie znamy
Przekład: Hanna Pawlikowska-Gannon
Wydawnictwo Marginesy
Premiera: 22 lutego 2017


PROLOG
CZYM SIĘ ZAJMUJE KRÓLOWA?

No wiesz, nigdy nie przestaje być królową.
Osoba zaprzyjaźniona

Mówi się mnóstwo głupstw o tym, jakie ma straszne życie. Bzdura! Myślę, że ona to uwielbia.
Szacowny polityk

Poważnie Cię przestrzegam przed próbami znalezienia przyczyny i wytłumaczenia wszystkiego… Wyszukiwanie wyjaśnienia każdej rzeczy jest bardzo niebezpieczne i prowadzi jedynie do rozczarowania i niezadowolenia, zaburza umysł i w rezultacie czyni Cię nieszczęśliwą.
Królowa Wiktoria do swojej wnuczki, 1883

No… ona wie, co się dzieje. Ma dobrego nosa. Byłaby doskonałą dziennikarką.
Starszy pracownik dworu królewskiego w odpowiedzi na pytanie, jaką cechę królowej autor przeoczył, 2011

Jest niewysoką kobietą o twarzy znanej na całym świecie, z charakterystycznym uśmiechem pojawiającym się na zawołanie i tysiącem lat historii na barkach. Panuje w świecie, który w zasadzie pozbył się monarchii, jednak w rezultacie tego panowania dwie trzecie Brytyjczyków uważa, że za sto lat ich monarchia nadal będzie istniała. Królowa jest chłodna i przenikliwa, ale wierzy w powołanie. Ma mnóstwo zgryźliwych uwag, ale wydaje się pozbawiona cynizmu.
I oto w maju 2011 roku ubrana w szmaragdową zieleń przybywa z pierwszą wizytą do Republiki Irlandii. W wieku osiemdziesięciu pięciu lat wygłasza jedno z bardziej znaczących politycznie przemówień swojego życia. „Smutna i godna pożałowania jest rzeczywistość, w której nasze wyspy doświadczyły w ciągu wieków tak dużej dawki cierpienia, niepokojów i strat. Te wydarzenia dotknęły wielu z nas osobiście… Tym wszystkim, którzy cierpieli w wyniku trudnej przeszłości, dedykuję moje serdeczne myśli i głębokie współczucie”. To bardzo emocjonalna podróż, przypominająca zamordowanie kuzyna, lorda Mountbattena, przez IRA w 1979 roku. Jej centralnym punktem jest wizyta w Croke Park, na stadionie i w centrali Gaelickiego Stowarzyszenia Sportowego, gdzie w 1920 roku policja i służby pomocnicze wierne Koronie – w osobie dziadka królowej – zastrzeliły czternastu niewinnych ludzi podczas krwawej walki o niepodległość Irlandii.
Na tę wizytę zanosiło się od dawna i szefowie służb specjalnych po obu stronach Morza Irlandzkiego bledli z niepokoju. Wizytę zapowiedziano dużo wcześniej i królowa jej nie odwołała. Okazało się, że większość Irlandczyków powitała tę zapowiedź życzliwie, a Elżbieta II uścisnęła dłoń nawet przedstawicielowi zagorzałych republikanów i członkowi partii Sinn Fein, niegdyś popierającej IRA. Było to odwrócenie niewielkiej, ale znaczącej karty w historii, uznanie, że w 2011 roku dla obywateli irlandzkich i brytyjskich wspólne są problemy rodziny, interesy, związki uczuciowe i sportowe, a nie krwawa przeszłość. Królowa przekonywała irlandzkiego premiera Endę Kenny’ego, że przez większą część życia czekała na możliwość złożenia tej wizyty, którą on nazywa „zamknięciem koła”. W zaciszu prywatności monarchini usiadła pod portretem irlandzkiego dowódcy wojskowego Michaela Collinsa. Publicznie skłoniła głowę przed irlandzkimi buntownikami, którzy zginęli w walce z Koroną.
Nikt inny z Wielkiej Brytanii nie mógłby złożyć podobnej wizyty, tak mocno podkreślającej pojednanie, obsługiwanej przez tysiąc dziennikarzy i relacjonowanej na całym świecie. Żaden brytyjski polityk nie był wystarczająco długo na stanowisku, żaden nie był tak bardzo osobiście dotknięty, żaden nie mógł pretendować do występowania w imieniu samej Brytanii. Prezydent Irlandii Mary McAleese to na swój sposób idealna rozmówczyni, pierwsza osoba z Irlandii Północnej i druga kobieta na tym stanowisku. Jednak żaden Brytyjczyk poza królową nie miał mandatu, by reprezentować Brytyjczyków.
I oto kilka dni później Elżbieta II wita prezydenta Baracka Obamę w pałacu Buckingham. W wietrznym słońcu na trawniku rozgrywa się scena jak z pocztówki – warta Household Cavalry, maszerujący żołnierze, dudy, hymny narodowe, echa salw armatnich. W przeddzień swojej wizyty Obama podczas przemowy w Waszyngtonie wychodził z siebie, by wychwalać królową – używając nie całkiem poprawnej terminologii – jako „najlepsze, co ma Anglia”. Jego poprzednia wizyta była spektakularnym sukcesem. Ale te relacje także, w bardziej delikatny i osobisty sposób, dotyczą przyjaźni i pojednania.
Kiedy Obama został prezydentem, wiele prominentnych osób w Londynie odczuło dyskomfort. Był człowiekiem, który wydawał się odnosić chłodno do „specjalnych stosunków” (mocno przesadzonych) z Wielką Brytanią. Nie łączyły go z nią żadne więzi osobiste, właściwie poza jedną, dość niefortunną, o której pisał w latach młodości. Jego dziadka aresztowano, uwięziono i torturowano na terytorium dzisiejszej Kenii. W pierwszych latach panowania królowej toczyła się tam brutalna wojna przeciw nacjonalistycznemu ugrupowaniu Mau Mau. Obama jest nadzwyczaj profesjonalnym politykiem, mało prawdopodobne, by pozwolił osobistym historiom wpływać na podejmowanie decyzji, ale dyskomfort się utrzymywał. Kiedy już skończyła się cała pompa, królowa starała się, jak mogła, by Obama i jego małżonka Michelle poczuli się serdecznie przyjmowanymi gośćmi. Osobiście zaprowadziła prezydencką parę do przeznaczonej dla nich sypialni.
Jak zawsze podczas wizyty państwowej wyeksponowano zręcznie dobrany zestaw pamiątek z królewskich archiwów. Była wśród nich odręczna notatka Jerzego III z około 1780 roku, w której najpierw lamentował: „Ameryka stracona! Czy musimy upaść pod tym ciosem?”, a potem zastanawiał się nad przyszłą wymianą handlową i przyjaźnią. Były tam także listy Lincolna, idola Obamy, i listy królowej Wiktorii do wdowy po Lincolnie, a także zapisy z dziennika Wiktorii świadczące o jej współczuciu dla czarnych niewolników i ekscytacji z powodu spotkania jednego z nich, Josiaha Hensona, który, jak twierdziła, „wytrzymał wielkie cierpienie i okrucieństwa”, zanim zbiegł do brytyjskiej Kanady. Były tam sprawozdania z wizyty ówczesnego księcia Walii w Chicago, rodzinnym mieście Obamy, w 1860 roku i odręczny liścik królowej matki do Elżbiety, wówczas księżniczki, relacjonujący wizytę u prezydenta Roosevelta, kiedy zasiedli do jedzenia pod drzewami i „wszystko podano na jednym talerzu… szynka, zielona sałata, fasola i HOT DOGI!”. Może to sielski obrazek, ale przypominał o podstawowym sojuszu czasów wojny, który był owocem tej najważniejszej z zamorskich wizyt króla Jerzego VI.
Nie zabrakło też flagi Hawajów, miejsca urodzin Obamy. Kolekcja archiwalnych obiektów może posłużyć jako główny argument w obronie monarchii. Królowa wypełnia obowiązki konstytucyjne, ale odgrywa także rolę prywatną. Wspominając walkę o amerykańską niepodległość i historię niewolnictwa, odwołując się do miejsc szczególnie interesujących dla Obamy, zaprezentowany zestaw archiwaliów miał obudzić związki emocjonalne, znaleźć wspólny układ odniesienia. (W rewanżu Obama podarował królowej album ze zdjęciami z pobytu jej rodziców w Stanach Zjednoczonych w przededniu wojny). Później podczas tamtej wizyty prezydent miał prowadzić ważne i potencjalnie niebezpieczne rozmowy z premierem Davidem Cameronem o Libii, Afganistanie i o odmiennym podejściu obu rozmówców do ekonomii. Żywiono nadzieję, że pobyt u królowej nastawi prezydenta możliwie najbardziej przychylnie. Podobnie jak w przypadku Irlandii nikt inny nie mógłby tego dokonać. Trzeba jednak przyznać, że królowa może działać tak skutecznie jedynie dzięki temu, że bardzo wiele osób (jak choćby bibliotekarka królewska, lady Roberts) ciężko pracuje za kulisami, nie na widoku publicznym.
Ta książka jest także ich historią.
Ale przede wszystkim opowiada historię królowej. Najlepszym antidotum na niechęć czy wrogość wobec Elżbiety II jest towarzyszenie jej przez kilka miesięcy. Od misji w placówkach handlowych za granicą do wizyt w małych miasteczkach i szpitalach znosi niewiarygodnie wyczerpującą rutynę, która obejmuje wielkie ceremonialne okazje, krótkie i sprawnie prowadzone spotkania z żołnierzami, ludźmi interesu, wolontariuszami i niemal każdą inną kategorią obywateli, jaką tylko potrafimy sobie wyobrazić. Pochłania to część wieczorów, kiedy do takiego czy innego pałacu zaprasza się tysiące ludzi, by „uhonorować” ich pracę lub hojność. Obejmuje także cierpliwe czytanie grubych tek poważnych papierów produkowanych przez rząd, który działa w jej imieniu. W Whitehall, centrum rządowym Wielkiej Brytanii, gdzie ocenia się najbardziej tajne materiały wywiadu, królowa jest po prostu „Czytelnikiem nr 1”.
Jej życie polega na pokazywaniu się. Nie oznacza to jednak, że można tej kobiety nie doceniać. Towarzyszy jej specyficzna aura, jaką potrafią stworzyć bardzo nieliczni współcześni politycy. Pojawienie się brytyjskiej monarchini wytwarza nastrój nerwowego oczekiwania. Na jej widok serca biją szybciej, choćby ich właściciele nie wiem jak się starali traktować ją jak zwyczajną kobietę. Jest obecna niemal wszędzie – w wiadomościach, na znaczkach pocztowych, na pierwszych stronach pism – a mimo to udało jej się zachować tajemniczość. Wyraz jej twarzy zmienia się z naburmuszonego do promiennego i z powrotem. Wzrok uważnie ogarnia otoczenie. Zdradza bardzo niewiele.
Po wstrząsach kryzysów rodzinnych i publicznych kontrowersjach królowa przeżywa teraz spokojniejszy okres. Brytyjska rodzina królewska zyskała zadziwiającą popularność na całym świecie. Elżbieta II z wielkim zainteresowaniem, a nawet z pewną przyjemnością, oglądała niedawny film z Colinem Firthem o własnym ojcu walczącym z jąkaniem i o człowieku, który mu w tym pomagał, Australijczyku Lionelu Logue’u. (Bardzo dobrze pamięta Logue’a). Ona sama też była bohaterką hitu filmowego z Helen Mirren. Słynną poprzedniczkę królowej Elżbietę I sportretowała Judi Dench w filmie o Szekspirze. Wszyscy oni, Firth, Mirren i Dench, zdobyli Oscary, jak zjadliwie zauważyło jedno z dzieci królowej.
Królowa nie jest aktorką, ale popularność monarchii wiele zawdzięcza jej aktorskim umiejętnościom. Już wielokrotnie objechała świat dookoła, poznała najróżniejszych przywódców, i tych heroicznych, i tych strasznych, widziała przed sobą morza przymilnych twarzy i lasy klaszczących rąk. Już jako mała dziewczynka znała swoje przeznaczenie. Choć jest nieśmiała, traktuje bycie królową jako powołanie, misję, przed którą nie można uciec.
Jak każda osiemdziesięciopięciolatka Elżbieta II przeżywała w życiu żałobę, doznawała rozczarowań, ale też odnosiła sukcesy. Straciła króla, królową i księżniczki – swego ojca, matkę, siostrę i niezwykłą Dianę – a także bliskich przyjaciół. Urodziła czworo dzieci, przeżyła rozwody trojga z nich. A jednak może czuć satysfakcję. Wie, że jej dynastia w odróżnieniu od wielu innych niemal na pewno przetrwa. Czeka zarówno jej następca, jak i następca tegoż następcy. Większość poddanych jest zadowolona i z niej, i z zaproponowanej przez nią wizji monarchii.
Tych, którzy pamiętają ją jako małą dziewczynkę z loczkami, jest już bardzo niewielu. Dwunastego maja 2011 roku została drugim najdłużej panującym monarchą w brytyjskiej historii, panowała przez 21 645 dni, czym pobiła rekord Jerzego III. We wrześniu 2015 pobiła nawet rekord królowej Wiktorii. Jej ponaddziewięćdziesięcioletni małżonek nadal ma przenikliwe spojrzenie i podejrzliwą postawę prawdziwego mężczyzny zagubionego w świecie postępowców i liberałów. Miał duże możliwości, zdecydował się jednak na rolę „małżonka królowej, jej wasala i sługi”.
Książę Edynburga i królowa wspólnie przeżywają coroczny cykl rytuałów i tradycji, przenosząc się z pałacu do pałacu wraz ze zmianą pór roku. Obydwoje przebierają się często po kilka razy dziennie, na obiady, ceremonie otwarcia, przemówienia, inauguracje, wojskowe defilady czy uroczyste kolacje. Poranki królowej zaczynają się, tak jak przez większość jej życia, od wysłuchania wiadomości radia BBC, wypicia herbaty Earl Grey, czytania „Racing Post” i „Daily Telegraph”. Jedząc wraz z mężem grzanki, rozkoszuje się dobiegającą z ogrodu muzyką w wykonaniu nadwornego dudziarza (osoby nieznające się na rzeczy mogą to nazywać hałasem). W pobliżu królowej przebywają ostatni prawdziwie niebezpieczni członkowie systemu brytyjskiej monarchii, psy królowej – cztery corgi i trzy dorgi (krzyżówka jamnika z corgi).
Dyskretny, oddany jej personel, do którego królowa zwraca się po imieniu, przetwiera się w tę i z powrotem. Czeka pisana na maszynie lista spotkań; wkrótce przyniosą pierwszą czerwoną teczkę z oficjalnymi papierami, od drobnych nominacji do alarmujących raportów służb specjalnych. Elżbieta II może złożyć wizytę na górze w królestwie Angeli Kelly, osobistej asystentki i starszej garderobianej, do której wchodzi się z wąskiego korytarza na poddaszu pałacu Buckingham. Pochodząca z Liverpoolu miła i rzeczowa kobieta jest jedną z osób, poza członkami rodziny, najbliższych królowej. Przerzuca wielkie bele materiału, używa manekinów i dużych nożyczek, tworząc jej liczne stroje.
Przed wyprawami za ocean czy dłuższymi podróżami po kraju planuje wraz z królową suknie, kapelusze, torby i buty, które trzeba będzie zabrać ze sobą. Od czasu do czasu sprowadza się projektantów z zewnątrz. (Pewna szkocka projektantka nalegała na to, by osobiście wziąć miarę. Kiedy przykucnęła przerażona z centymetrem w ręku, królowa zawołała: „Noga prosto! Rękę wyprostować! A teraz nogę!”, i chichotała przez cały czas). Piętro niżej pod Angelą Kelly na królewską podróż czekają staroświeckie skórzane walizki i kufry, na każdej widnieje prosty stempel „Królowa”. Używane są od bardzo dawna, bo monarchini nie należy do klubu entuzjastów wyrzucania.
Na dole w gabinecie prywatny sekretarz sortuje zawartość licznych oficjalnych teczek i niesie je na górę, by królowa się z nimi zapoznała. Czyta je tylko ona, książę starannie zachowuje konstytucyjny dystans do niektórych dziedzin jej życia, choć zarządza dobrami i jest bardzo aktywnym dziewięćdziesięciolatkiem, nadal często przedziera się przez londyńskie zatłoczone ulice za kierownicą własnej przyjemnie anonimowej taksówki. Jak każdy, kto przez tyle lat wiedzie bardzo uporządkowane życie, a królowa jest aktualnie najstarszym monarchą w dziejach swego kraju, zawsze ma nadzieję, że danego dnia spotka ją jakaś niespodzianka, choćby niewielka. Kiedy dzień się zaczyna, na pewno się zastanawia: I co dalej? Co się dziś wydarzy?


O nas        Sklep        Galeria        FAQ        Kontakt        Instagram